Dzisiaj pierwszy dzień mojego weekendowego wypadu nad morze bałtyckie razem z rowerem. Jazda rozpoczyna się około 3km dojazdem na dworzec główny w Poznaniu. Następnie bezproblemowo wprowadzam rower do przedziału dla podróżnych z większym bagażem ręcznym. Przez całą drogę przez przedział przewinęło się zaledwie dwóch bikerów.
Na początku miałem problem z stabilnym ustawieniu roweru ale dzięki pomocy plecaka w końcu jakoś się udało, także podróż bardzo komfortowa.
Po około 4:30h jazdy docieram do Kołobrzegu, tam czekają na mnie Piotr i jego brat. Od tego momentu już wspólnie do Ustronia Morskiego (około 15km na wschód od Kołobrzegu). Jazda bardzo przyjemna, słońce świeci, wiatr w plecy...
Po południu razem ruszamy nad rzekę Czerwonkę. Podczas jazdy musieliśmy prowadzić rowery około 1km plażą, co nie należało do najprzyjemniejszych rzeczy i będę się starał tego unikać, ponieważ zmęczyłem się, "że hoho". W drodze zupełnie przez przypadek natknęliśmy się na jakieś wojskowe "pozostałości".
Dalej już prosto nad rzekę Czerwonkę.
Wszystko zostało na brzegu, a my poszliśmy wymoczyć chociaż nogi, ponieważ lekko mówiąc woda nie należała do najcieplejszych.
Dzisiaj przejechałem moją małą pętlę. Pogoda wyśmienita do jazdy na rowerze, lekki wiaterek, dosyć ciepło. Dzisiejszy wyjazd miał na celu sprawdzenie konfiguracji licznika po wymianie baterii, oraz ostatni test roweru przed długim weekend-em
Dzisiaj pojechałem po lampkę do Mateusza, później zawieźć koszulkę do Głuchowa i wyszedł prawie całkowicie standardowy przejazd z tym, że musiałem trochę odbić po lampkę.
Po drodze miałem okazję poznać znakomite polskie objazdy i musiałem trochę pokombinować aby wrócić na asfalt.
W drodze powrotnej jazdę skutecznie utrudniał dość silny wiatr ale mimo to zaplanowaną średnią udało się utrzymać.
Dzisiaj musiałem jechać do serwisu ( który jest prawie w centrum miasta) oddać telefon. Na godzinę 18 miałem zaplanowany klub, więc mam niecałe dwie godziny. Postanawiam ruszyć asfaltem do Rogalinka. Trasa bez komplikacji, dość mocny wiatr ale za to dosyć ciepło i nie pada. W KOŃCU!!!
W drodze powrotnej zrobiłem sobie jeszcze rundkę na Dębinie, a następnie 30-sto minutowa przerwa w klubie i już prosto do domu.
Dzisiaj właściwie nie miałem nigdzie jechać ale jakoś się rozpogodziło i ruszyłem. Najpierw planowałem trasę tak na 10km ale jak już się rozgrzałem to zrobiłem standard:
po prawie dwóch tygodniach przerwy wyszedłem na rower. Przerwa w jeździe była związana z problemami kolana, oraz zwłaszcza ostatnio ciągłymi opadami. Dzisiaj rano bardzo ładnie zaświeciło słoneczko, więc doszedłem do wniosku, że trzeba to wykorzystać i zrobić chociaż krótką trasę, dlatego standardowo:
Dzisiaj zrobiłem prawie taką samą trasę jak wczoraj. Najpierw samotnie nad jeziorko trochę się poopalać, a w drodze powrotnej po Pawła i razem do Poznania.
Dzisiaj rano usłyszałem dźwięki silników motocykli. Myślę sobie "pewnie jest dziś jakiś wyścig na torze". Jak się okazało faktycznie były dzisiaj wyścigi, na które pojechałem razem z Piotrem i Krzychem. Pogoda bardzo ładna, nie za ciepło, nie za zimno, leciutki wiaterek i spokojna jazda.
Dzisiaj przyjechał po mnie Paweł, razem pojechaliśmy do serwisu rowerowego, a później postanowiliśmy przejechać się dookoła jeziora Strzeszyńskiego. Około godziny 18 zaczęliśmy się kierować już prosto do klubu. Po drodze jeszcze zdjęcie stadionu Poznańskiego Lecha: Następnie tradycyjnie klub. Około 20:30 ruszyliśmy do domów, odprowadziłem jeszcze kawałek Pawła i już prosto do domu
hmm...uwielbiam rower, podróże, a ostatnio coraz bardziej fotografię. Tak się jakoś w moim życiu potoczyło, że zawsze miałem styczność z rowerami. Jeszcze przed komunią jeździłem na dwóch starych góralach. To również na rowerze miałem swój pierwszy wypadek... Kidy miałem jakieś 6 lat moja wycieczka do pobliskiego lasku skończyła się czterema albo pięcioma szwami w kolanie po locie przez kierownice. Ślady nosze do dzisiaj.
To tyle, zapraszam na mojego bloga i do wspólnych przejażdżek.
Pozdrower
Mateusz
e-mail:sq3mka@gmail.com